A czas płynie dalej…

DSC_0111Czwartek, dzień jak co dzień. Muszę jechać. Otwieram drzwi. Pies ochoczo wskakuje na tylne siedzenie. Też wsiadam, przekręcam kluczyk, silnik zamruczał z zadowoleniem. Tylko ja jestem jakiś niezadowolony z tego wyjazdu. Po kilku minutach wtaczamy się na asfalt. Skręt w prawo, zmiana biegu, dodaję gazu. Wyciągnięcie obrotów i kolejna zmiana – zapinam od razu piąty bieg. Słońce – świeci, wiatr milczy – piękna pogoda. Jest jedenasta, na drodze nie wiele samochodów. – Bajka nie kręć się, leżeć – mówię spokojnie. Przechodzi na przednie siedzenie i zwija się w kłębek.   Mijam dziewiąty kilometr, wychodzę na długa prostą. Zwalniam do osiemdziesięciu, zaraz będę w pobliskiej wsi, już widzę pierwsze zabudowania. Za chwilę przycisnąłbym znowu hamulec jednak słyszę huk, jeden potem drugi, silny ból w rejonie klatki, nic nie widzę. Czas jakby zwalnia. Mózg rejestruje wszystko co się dzieje, choć nie nadąża, czas się sprasował, wszystko dzieje się zbyt szybko, choć wrażenie – jakby zwolnił – co się stało, co się stało, co się stało, co się stało?  Brak poprawnej odpowiedzi. Widzę białą płaszczyznę przed sobą – opada powoli – przede mną pojawia się pajęcza szyba. Czas przyspiesza w oka mgnieniu, mózg wysyła informację – You lost! Słysze skowyt Bajki. Obracam gwałtownie głowę – boli – pies kręci się nieporadnie w kółko. Staram się ją uspokoić. Zsuwa się w nienaturalnie małą szczelinę pomiędzy siedzeniem, a popękanym kokpitem – milknie. Obie poduszki po jej stronie zwisają jak przekłute białe balony. Napieram ramieniem na drzwi, raz drugi, trzeci, coraz mocniej. Puszczają powoli z dźwiękiem wyginanej blachy. Staram się wysiąść. Zatrzymuje się jakiś samochód. Słyszę słowa – Lekarza! Potrzebny lekarz! Staję o własnych nogach na ulicy. Ktoś podchodzi. – Nic panu nie jest? –  Gdzie tu jest najbliższy lekarz weterynarz? – Pytam szybko w odpowiedzi. – Jest pan w szoku, spokojnie. – Tam jest pies – wskazuję na samochód. Rejestruję, że nie ma połowy przodu oraz prawego koła, zostało gdzieś piętnaście metrów z tyłu, z pod samochodu wylewają się strugami wszystkie płyny. Drugi mężczyzna zerka do środka i zaczyna grzebać w komórce. Dzwonimy po pogotowie weterynaryjne. Nie możemy jej wyjąć, nie możemy odgiąć pogiętych drzwi, chcę użyć całej siły, ale ból w klatce, ręce i w nodze na wysokości szybko puchnącego kolana – nie pozwala. Udało się, wołam – Bajka! Próbuje się podnieść wspierając na przednich łapach patrząc mi w oczy, obejmuję ją w pół. Jest! – Już leży na trawie, na poboczu, patrzy na mnie spokojnie, jakoś smutno ale z nadzieją, widać, ze chce walczyć o życie. Teraz nie pozwala się dotknąć. Dostaje zastrzyk. Jeden nie działa, dostaje drugi. Jedziemy do szpitala weterynaryjnego w Gdańsku. Adrenalina opada, ból się wzmaga. Ląduję też w szpitalu. Nieśmiertelnik wiszący na szyi wygiął się w kołyskę. – Tak ugięła się pańska klatka piersiowa – mówi lekarz. – Ma pan szczęście, nic nie pękło, ale mięśnie są obite jak kotlet schabowy. Dostaję zastrzyk przeciwbólowy. W piątek wracam do domu. Pusto. Nie mam odwagi zwinąć jej posłania. Cały czas mam wrażenie, że jednak wyjdzie z pokoju i wepchnie swój nos pod moją rękę – niestety – psi tęczowy most jest jednokierunkowy…choć opowiem ci bajeczkę… pssyt iskierka zgasła…

Bajka została znaleziona w lesie ósmego marca 2015 roku – wygłodniała i brudna – prawdopodobnie wyrzucona z samochodu przez właściciela. Przeżyła ze mną osiem miesięcy…DSC_0114


Produced by Uncategorized - 8 komentarze.

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


error: Content is protected !!