Beethoven zwariowany geniusz…

beethovenBeethoven urodził się w rodzinie muzyków. Dziadek był kapelmistrzem, ojciec – alkoholik – tenorem w kapeli dworskiej. Odkrywszy w Ludwigu talent pianistyczny, ojciec chciał zrobić z niego cudowne dziecko na wzór Mozarta. Często w nocy wracając z karczmy, budził syna i próbował dawać mu lekcje muzyki. Mozart prawdopodobnie również poznał się na Ludwigu. Miał powiedzieć kiedyś do dziewięcioletniego chłopca „twoje nazwisko zyska wielką sławę„. Kilka lat później piętnastoletni Beethoven pojechał do Wiednia uczyć się u Mozarta. Niestety nie trwało to długo. Zaledwie po dwu tygodniach śmierć matki sprowadziła go z powrotem do Bonn. Tutaj, nie mając pieniędzy, próbuje komponować, czym zwraca uwagę przebywającego przejazdem w Bonn Haydna. Muzyk zainteresował się Beethovenem po wysłuchaniu jednej z jego kantat. Zaprosił do Wiednia, proponując naukę. Za namową Waldsteina studia Beethovena w Wiedniu zgodził się sfinansować ówczesny elektor Bonn. Ludwig jednak nie był dobrym materiałem na ucznia, nauka szła jak po grudzie. Muzycy kompletnie się nie dogadywali. Haydn wprawdzie brał niewielkie pieniądze za lekcje, jednak Ludwig miał też wrażenie, że równie mało dostaje w zamian. W tajemnicy zaczął uczęszczać na zajęcia do mniej znanych mistrzów i w rezultacie ich drogi się rozeszły. Przed wyjazdem do Londynu Haydn poprosił, aby Beethoven swoje wczesne publikacje opatrywał dopiskiem „uczeń Haydna” Ludwig kategorycznie odmówił. Wprawdzie zadedykował mu później trzy sonaty fortepianowe, jednak zawsze utrzymując, że „nigdy niczego się odeń nie nauczył


W Wiedniu Beethoven czuł się wspaniale. Jego muzyka zyskiwała na popularności i już w rok po przyjeździe mieszkał w luksusowych apartamentach. Analiza prowadzonych przez niego notatek porównywanych z dziennikami Leonarda wskazuje, iż dążył do wypracowania jeszcze większej formy na podstawie prostych ciągle udoskonalanych elementów. Rywalizujący z nim pianiści mówili; „to nie człowiek – to diabeł! Przez niego wszyscy zagramy się na śmierć!” Jeszcze większy wzrost zainteresowania muzyką Beethovena nastąpił podczas pierwszych wykonań Eroicy w 1804 roku. I tu należy się cofnąć w czasie i przypomnieć, że Beethoven zaczął słyszeć dzwonienie w uszach, mając dwadzieścia osiem lat. Od tego momentu jego głuchota zaczynała postępować w zawrotnym tempie. W 1802 roku dwa lata przed wydaniem Eroicy Beethoven sporządza list do braci zwany testamentem heligenstadzkim – brzmi on jak list samobójcy. Załamanie jednak minęło i ku zaskoczeniu przekształciło się w energię twórczą. Im większe spustoszenia w organizmie robiła choroba, tym większy w nim objawiał się geniusz, a siły twórcze rosły. Wprawdzie nie mógł już występować jako pianista, jednak czerpał dochody ze sprzedaży i publikacji swoich dzieł. Twierdzono, że to nie wyobrażalne, „ale muzyk musi słyszeć całą orkiestrę w swojej głowie”. W takich właśnie okolicznościach w roku 1804 dochodzi do premiery Eroicy jednego z najwybitniejszych dzieł twórcy. Ciekawostką jest, że pierwotnie tytuł utworu brzmiał „Bonaparte” jednak kiedy Ludwig dowiedział się, że Napoleon obwołał się cesarzem, wpadł w szał. Podarł pierwsza stronę, mówiąc; „a więc on też okazał się zwykłym śmiertelnikiem!


Wprawdzie postępująca głuchota nie zniszczyła talentu, jednak doprowadziła do tego, że Beethoven całkowicie odsunął się od ludzi, zamknął w swoim świecie muzyki. Wszystko inne traciło na znaczeniu do tego stopnia, że nieliczni goście Beethovena byli zaskoczeni jego niechlujstwem i kompletnym nieprzywiązywaniem wagi do porządku. Odwiedzający go Karl von Weber zastał zakurzony fortepian, porozrzucane po podłodze nuty, nieposłane łóżko, stertę prania i wyszczerbiony serwis do kawy na stoliku. Rossini wielbiony przez Beethovena za swojego „Cyrulika sewilskiego” opowiadał Wagnerowi, że kiedy zajrzał do Beethovena, aby złożyć podziw dla jego talentu rozmowa była krótka, Beethoven przeczytawszy słowa, które skreślił, westchnął i wypowiedział jedno słowo „Oh, un infelice„. Ludwig wielbiąc literaturę i sememu będąc muzykiem tak naprawdę nie utrzymywał zażyłych kontaktów ze środowiskiem artystów i intelektualistów. Przedstawiciel klasyki weimarskiej Goethe marzył, aby spotkać Beethovena, tym bardziej iż ten wyrażał się o jego poezji z najwyższym uznaniem. Do spotkania doszło w Cieplicach Goethe był rozczarowany dotknęła go arogancja Ludwiga – napisał:

Jego talent jest doprawdy zdumiewający; niestety natura obdarzyła go też nieposkromionym temperamentem i choć jego nienawiść do świata da się zapewne wytłumaczyć nie jedną przyczyną, utrudnia życie zarówno jemu, jak też i innym osobom.

Jednak mimo antypatii, jaka zaczynał wzbudzać swoim zachowaniem, jego pozycja była na tyle silna, że kiedy zaczął podejrzewać Salieriego o spisek – rozjuszony jego intrygami i knowaniami – zagroził opuszczeniem Wiednia. W rezultacie podpisano z nim umowę, w której zgodzono się na warunki Beethovena w tym również na dożywotnią rentę 4 tysięcy florenów. Beethoven w zamian zobowiązał się, że nigdy nie opuści Austrii.

Czego dokonał Geniusz? – Beethoven uczynił z muzyki nie tylko oprawę a temat, nadał jej w przedstawieniu wymiar nadrzędny. Sprawił, że muzyka przestała służyć wyłącznie jako tło do kościelnych przedstawień uroczystości i ceremonii dworskich, urosła do rangi sztuki emocjonalnej. Hector Berlioz, który uważał Beethovena za swojego mistrza, powierzył w symfonii dramatycznej romeo i Julia dialogi kochanków rozgrywające się w ogrodzie i na cmentarzu nie śpiewakom a orkiestrze. Wagner zaś powiedział; gdyby nie Beethoven nie stworzyłbym tego, co do tej pory skomponowałem.

Ludwig van Beethoven porozumiewał się z otoczeniem za pośrednictwem zeszytów, zwanych dzisiaj konwersacyjnymi, były ich setki – 400 z nich odziedziczył jedyny przyjaciel Beethovena Stefan Brauning. Znali się od dziecka, mieszkali razem w Bonn. Stephan był lojalnym przyjacielem Beethovena, znosił jego dziwactwa i często złe traktowanie. Można śmiało powiedzieć, że był to najlepszy i chyba jedyny przyjaciel Beethovena, jakiego kiedykolwiek miał. Brauning zmarł zaledwie dwa miesiące po pogrzebie Beethovena. Według syna przyczyniła się do tego trauma, jaką przeżył, biorąc udział w aukcji dzieł Beethovena.

Ernesto Cortazar skomponował utwór, dedykując go głuchemu mistrzowi. Nadał mu wymowny tytuł Silence


Produced by Uncategorized - 1 komentarz.

Comments

  • Krysia pisze:

    tak myslę ze każdy geniusz ociera sie o obłęd,nie znam artysty z prawdziwego zdarzenia( nie mam na mysli gwiazdek wspólczesnego formatu) który miałby dobry kontakt z otoczeniem,dobrze asymilował sie w grupie,był akceptowany i….zrozumiany…sama mam artystyczną duszę i czasami sie duszę :/

Odpowiedz na „KrysiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


error: Content is protected !!