Jaskółcze ziele…

Jaskółcze zieleJaskółcze ziele — cóż to takiego? Najprościej mówiąc roślina z gatunku makowatych. Rośnie popularnie przy leśnych drogach i przychaciach. Kiedyś podstawowy zastosowaniem było leczenie problemów natury dermatologicznej jak pęcherze, krosty, kurzajki, pryszcze oraz grzybica i egzema. Aby usunąć kurzajki za pomocą jaskółczego ziela, należy zmiękczyć je ciepłą wodą z mydłem następnie natrzeć sokiem wyciekającym ze złamanej łodygi. Dzisiaj wiemy już, że jaskółcze ziele posiada wiele alkaloidów intensywnie działających na białka. Ich działanie powoduje rozkurczanie mięśni gładkich, regulując pracę układu pokarmowego, moczowodów, dróg żółciowych oraz rodnych. Tym samym, sok z jaskółczego ziela działa łagodząco na wszelkie skurcze, w tym bóle menstruacyjne. Posiada też działania grzybobójcze, bakteriobójcze, przeciw wirusowe. Nawet leki powstrzymujące rozmnażanie się wirusa HIV zawierają alkaloidy pozyskiwane z tego ziela. Na koniec można dodać, że posiada też działanie przeciwalergiczne.
Dzisiaj postanowiłem udać się do lasu, aby zebrać trochę tej rośliny i przygotować kilka mikstur. Nie będę opisywał jak to się robi, bo, jako i Paulo Coelho nie polecam wykonywania nalewek czy maści osobom nieznającym „wiccańsiej magii” ich tworzenia i stosowania.

Zgonie z zaleceniami lekarzy w stosowaniu jaskółczego ziela nie wolno, przedawkować, ponieważ jest to roślina silnie trująca. Jej spożywanie powinno odbywać się pod kontrolą lekarza. Dawka dobowa nie powinna przekroczyć 30mg alkaloidów tej rośliny.


Produced by Uncategorized - comments disabled.

Podbiał, wspaniałe liście…

Podbiał kto o nim nie słyszał…

podbiałChciałbym umrzeć zdrowy… Ostatnio na stronie „powieści pamiętnika” we wpisie:  Życie w samotności… ujawniłem własne przemyślenia w tej kwestii. Teraz chciałbym się skupić na dzisiejszym obiedzie, a właściwie na drugiej składowej tego, co ukrywa się pod tym słowem. W Polsce był kiedyś taki zwyczaj, że obiad składał się z dwu dań i deseru. Dzisiaj spłaszczyło się to jedynie do części treściwej, tuczliwej, czyli dania drugiego. Ja pozostaję przy tradycji. Nad dzisiejszą zupą nie będę się rozwodził, bo zupę z pokrzywy opisywałem już w innym wpisie, a takowa zagościła ponownie na moim stole. Zajmijmy się więc podbiałem.
Podbiał to roślina znana jednak idę o zakład, że jedynie ze słyszenia w zasadzie nawet nikt nie wie, jak wygląda. W sklepach internetowych kilogram suszu tej astrowatej rośliny leczniczej kosztuje około stu złotych. Drogo, bo w lesie można bez żadnego problemu pozyskać kilka kilogramów podczas jednego spaceru. Ja zbieram na leśnej dróżce niedaleko leśniczówki. Liście podbiału przyjemne w dotyku aksamitne posłużyły mi dzisiaj do wyprodukowania gołąbków — trochę na modłę azjatycką. Aby przygotować danie, potrzebne są; cebula grzyby, ryż, ocet balsamiczny, sos sojowy, cukier i oczywiście podbiał. Liście po umyciu gotujemy przez kilka minut, aby zmiękły. W międzyczasie gotujemy też ryż. Na patelni szklimy cebule, dokładamy grzyby, ja wykorzystałem ze słoika z zeszłorocznych zbiorów. Następnie dodajemy ryż, doprawiamy sosem sojowym, octem balsamicznym i cukrem. Utworzony w ten sposób farsz zawijamy w liście podbiału, przekładamy do głębokiej patelni i na oliwie z oliwek podsmażmy — dusimy około trzydziestu minut. Ot i całe danie gotowe. Oczywiście możemy do tego zrobić np. sos grzybowy i ugotować ziemniaki. Jednak dane jest na tyle dobre, że smakuje przednio bez tych dodatków.
Mógłbym napisać, że podbiał to roślina stosowana w schorzeniach przewodu pokarmowego działająca rozkurczowo jednak o tym można przeczytać szeroko na wszystkich innych stronach intranetowych. Może jedynie napiszę to, co trudniej znaleźć. Podbiał zawiera niewielkie ilości alkaloidów pirolizydynowych, które mają fatalny wpływ na nasza wątrobę oraz właściwości rakotwórcze. Nie zaleca się więc spożywania leków zawierających podbiał dłużej niż 6 tygodni. Oczywiście okazjonalne jedzenie jest całkowicie niegroźne – za; dr hab. Łuczaj.


Produced by Lampart and tagged , , , , - 6 komentarzy.

Syrop z mniszka lekarskiego.

Syrop z mniszka 2Syrop z mniszka… Życie na odludziu powoduje, że człowiek zaczyna interesować się tym, co go otacza i tak jak z czasem poznajemy naszych sąsiadów, tak i w lesie, zwłaszcza, kiedy żyje się samotnie, człowiek zaczyna poznawać, nazywać, interesować się tym, co żyje tu razem z nim. Tym razem padło na mniszka lekarskiego. Maj to miesiąc, w którym mniszek lekarski rozpoczyna swoje kwitnienie. Jego żółte kwiaty zaczynają zalewać łąki i pobocza polnych dróg. Popularnie nazywany jest mleczem, gdyż po zerwaniu natychmiast zaczyna wydzielać substancję w kolorze oraz gęstości przypominającą mleko. Nazwa ta jest błędna, mlecze, to zupełnie inny rodzaj roślin.
Młode kwiaty mniszka mają słodkawy smak, liście lekko gorzkawy – im młodsze tym mniej gorzkawe. Nie wiele osób wie, że w zasadzie wszystkie części mniszka są jadalne – korzeń też. To jego właśnie używa się w ziołolecznictwie jako środka żółciotwórczego, żółciopędnego, a także moczopędnego, działa również bakteriobójczo. Liście mniszka syrop z mniszkapowszechnie jedzone są we Francji, Chorwacji również w Japonii i Chinach. Z mniszka można robić piwo oraz wino. Można też robić dość popularny obecnie syrop z mniszka lub miód. Zrobienie syropu jest dość proste. Wystarczy narwać kilka litrów kwiatów, rozłożyć na godzinę dwie na gazetach celem dania szansy opuszczenia kwiatów przez wszystkie latające żyjątka, które spijają słodkawy sok. Po tym włożyć do dużego garnka, zalać wodą i gotować niczym rosół na maleńkim ogniu przez piętnaście minut. Następnie odstawiamy w chłodne miejsce na 24 godziny. W tym czasie nasz napar nabiera mocy. Kolejnego dnia odcedzamy przez tetrowa szmatkę,  dodajemy cukier i sok z cytryny. Teraz rozpoczynamy powolny proces odparowywania. Na minimalnym ogniu delikatnie podgrzewamy, dość często mieszając, zwiększając w ten sposób szybkość parowania – nie powinniśmy go gotować – gotowanie zmniejsza jego wartość. Płyn musisyrop z mniszka 1 zgęstnieć do konsystencji syropu. Gotowy syrop przelewamy do słoiczków i po ostudzeniu wstawiamy do lodówki – bez nakrętki – nasz syrop z mniszka będzie dzięki temu nadal gęstniał. Można go dodawać do herbaty, twarogu, bardzo dobrze smakuje tak po prostu z chlebem posmarowanym masłem. Proporcje, jakie zachowuję przy tworzeniu syropu z mniszka to mniej więcej; dwa słoiki litrowe bardzo gęsto ubitych kwiatów, litr wody, dwie cytryny, kilogram cukru.
Mniszek lekarski oczywiście bogaty jest w szereg witamin i minerałów o czym możemy przeczytać tutaj. Dla mnie między innymi najważniejsze jest to, że zawiera asparaginę – aminokwas pobudzający procesy myślowe. Syrop z mniszka robiony na cukrze oczywiście jest zdrowy, jednak ciekawszą i zdrowszą formą jest miód z mniszkiem. Aby zrobić takowy specyfik, zamiast cukru należy użyć świeżego płynnego jeszcze miodu. Pamiętamy oczywiście o tym, iż miód nie znosi wysokich temperatur w związku z powyższym, najpierw odparowujemy sam napar, aby uzyskać koncentrat, następnie dodajemy go do płynnego miodu i dokładnie mieszamy.


Produced by Lampart and tagged , , , , - 14 komentarzy.

Syrop klonowy, dlaczego kupujemy…

syrop klonowySyrop klonowy…Tak sobie żyjąc w lesie samotnie, człowiek zaczyna orientować się, jak daleko wyalienował się ze środowiska, jak daleko poddał się indoktrynacji i uwierzył, że tylko pieniądze i to najlepiej duże umożliwiają godną i zdrową egzystencję. Mieszkając w mieście, wydaje się, że nie ma innej możliwości przeżycia jak zarobienie pieniędzy, pójście do supermarketu i kupienie żywności. Ten sposób myślenia zatacza tak duże kręgi, że nawet na wsiach część ludzi zaczyna kierować się tą myślą. Nic bardziej mylnego. Popatrzmy i zastanówmy się, ile w mieście kosztują jagody? A ile kilogram grzybów – na ten przykład kurek, ja mam w lodówce kurki przez cały sezon — koszt – niech pomyślę, ułamki milimetra zdarte podeszwy starych butów? A ile w mieście kosztuje syrop klonowy? Na stronach internetowych możemy się dowiedzieć, że 250 mililitrów, czyli szklanka kosztuje średnio 30 zł. Można by powiedzieć luksusowy towar. Nie wielu stać na to, aby używać go na stałe w swojej diecie. Klonów w Polsce dostatek. Wiele w internecie o zbieraniu soku z brzozy jednak nikt nie sięga po cenniejszy sok klonowy – ciekawe dlaczego. Metoda zbierania jest identyczna, kilkulitrowa butla albo wiadro, nacięcie w kształcie litery V albo nawiercenie otworu i wstawienie rurki. Po kilku dniach możemy mieć parę wiader soku klonowego. W zasadzie z wyglądu niczym nie różni się od źródlanej wody, jednak jego smak jest słodkawy. Teraz, aby zrobić z niego syrop klonowy, musimy jeszcze troszkę popracować. Tak zebrany sok musimy odparować, ja rozpalam ognisko i umieszczam szerokie garnki na ogniu oczywiście z zawartością soku klonowego. Zagęszczenie soku trwa kilka godzin, a jeśli mamy go dużo — kilka dni. Oczywiście możemy tworzyć syrop klonowy na kuchence gazowej, jednak ja wolę żywy ogień. Po odparowaniu syrop przybiera kolor lekko żółtawy albo ciemniejszy brązowy, wszystko zależy od długości utrzymywania go na ogniu i delikatnego przypalania. Można też zmienić jego kolor przez dodanie minimalnej ilości przypalanki z cukru. Tak przygotowany syrop klonowy studzimy i przelewamy do butelek, im będzie gęstszy tym czas przechowywania dłuższy. Butelek nie korkujemy, cukier naturalnie powinien utworzyć na powierzchni barierę dla bakterii. Syrop klonowy zawiera fruktozę, glukozę i sacharozę, sole mineralne takie jak wapń, magnez, potas, fosfor i mangan. Zawiera również witaminy z grupy B, niacynę, biotynę, jest też mniej kaloryczni niż znany nam cukier biały. Syrop klonowy uznawany jest też za afrodyzjak. Badania prowadzone nad syropem klonowym dowiodły, że ma wpływ na ośrodki seksualne. Oczywiście sok z Polskich klonów zawiera mniej cukru niż z klonów kanadyjskich cukrowych, różnica jest około jednego procenta. Tak więc musimy mieć go więcej niż, gdybyśmy korzystali z dobrodziejstwa drzew kanadyjskich jednak jakie to ma znacznie? Podsumowując, litr tej wspaniałej substancji kosztuje około 90 złotych mój koszt uzyskania to koszt jednej zapałki, którą podpalam ognisko.


Produced by Lampart and tagged , , , , - 2 komentarze.

Gwiazdnica, roślina z goździkowatych…

Ponieważ na łąkach i trawiastych zaroślach obficie już kwitnie nowalijkowa gwiazdnica i to bez sztucznych nawozów, sama z siebie, nie można jej nie wykorzystać. Rano udałem się na polankę nad jeziorem i narwałem kilka Gwiazdnicagarści łodyg z myślą o śniadaniu. Gwiazdnica pochodzi z rodziny goździkowatych. Wyróżniamy sto dwadzieścia jej gatunków. Jest bogata w dobroczynne saponiny, zawiera też dużo witaminy C, E, PP, karoten, rzadkie minerały jak fosfor, magnez, miedz, potas, selen, jod, cynk oraz sole mineralne i kwas krzemowy. Zawiera też kwas gamma-linolenowy (GLA), jest o jedną z pochodnych tak wysoko cenionych kwasów tłuszczowych szeregu omega-6, zalecany jako skuteczny lek w artretyzmie, przy zaburzeniach hormonalnych oraz w chorobach skóry np. trądziku.

Gwiazdnica wielokwiatowa

Gwiazdnica wielokwiatowa

Swoim smakiem przypomina trochę nasiona kolb kukurydzianych, spożywana na surowo – groszek. W Polsce była kiedyś składnikiem zupy zwanej warmuz. Obecnie uznawana jest za chwast jednak w wielu krajach nadal wykorzystywana kulinarnie dość powszechnie, np. w Japonii przygotowywana jest z ryżem. Stanowi tam jedno z pierwszych oczekiwanych wiosennych ziół. Z jej liści można robić sałatki, używać też jak szpinak. Dodane do ciasta podpłomyka sprawiają, że staje się on zielony i ma interesujący smak. W medycynie ludowej gwiazdnica stosowana jest jako lek wykrztuśny i antyseptyczny. Wokoło mnie rosną trzy jej odmiany; gajowa, pospolita i wielokwiatowa, wszystkie jadalne. Łatwo je rozpoznać, zwłaszcza gwiazdnicę wielokwiatową, charakterystyczny układ płatków jest niepowtarzalny zaś jej łodygi, przypominają zminiaturyzowane łodygi goździka. Kwiaty gwiazdnicy są białe nie wydzielają zapachu i nie są DSCN2943jadalne.  Moja śniadaniowa wersja jej przyrządzenia to wersja jajeczna, zaczerpnięta z książki Łukasza Łuczaja. Trzeba mieć do tego spory talerz tej ładnie kwitnącej rośliny. Po zebraniu, oczyścić i wrzucić do wrzątku, wypłukać i posiekać drobno. Obrać czosnek, posiekać i dodać na patelnię z rozgrzaną oliwą z oliwek. Prawie natychmiast dodać posiekaną gwiazdnicę, posolić, po chwili dodać jajka i mieszając, czekać aż się zetną. Pyszna jajecznica gotowa. Tak to widzicie żywię się tu, w tym moim lesie, częściowo za darmo. Nikt nawet nie wie jak wiele dziko rosnących roślin, zapomnianych, wręcz wyrugowanych z naszej diety przez przemysł otacza nas i jest bogatych w niezbędne dla organizmu składniki.

UWAGA – wprawdzie saponiny są dobroczynne dla naszego organizmu jednak ich nadmiar zabójczy jest dla czerwonych krwinek. Przy sporadycznym spożyciu gwiazdnicy nie mamy czego się obawiać. Przy stałej diecie należy ją sparzyć i odlać wodę.

W tym miejscu można przeczytać co o tym piszą lekarze kliknij tutaj 

 

 


Produced by Lampart and tagged , , , , - comments disabled.

Jasnota czy coś o niej wiemy…

Jasnota zdrowa roślina…

DSCN2911Dzisiaj słoneczny ciepły dzień, jednak jest na tyle parno, iż pewnie zakończy się to burzą – jak sądzę dopiero wieczorem. Czas zabrać się za obiad. Dzisiaj daruję sobie ciężkie drugie danie i stworzę jedynie zupę. Przy polach rośnie już jasnota biała często mylnie nazywana pokrzywą martwą albo białą. Żal nie wykorzystać nowalijkowego dobra, które samo wyrasta, czy tego chcemy czy też nie. Całymi garściami rwę łodygi i wkładam do plecaka. Pies biega dookoła, merdając ogonem myśląc zapewne, że to jakaś świetna zabawa. W domu stawiam na gaz garnek z mięsem – muszę zrobić bulion. W międzyczasie topię masło na głębokiejDSCN2914 patelni, dodaję drobno posiekaną cebulę oraz sporą ilość czosnku. Smażę chwilę, mniej więcej tyle ile trwa obranie dwu ziemniaków umycie i pokrojenie. Ziemniaki dorzucam do masła i cebuli. Po minucie wlewam gorący bulion i gotuję jakieś dziesięć minut. Dolewam mleka i znowu wszystko zagotowuje. Dopiero teraz dodaję drobno posiekana jasnotę, mieszam i posypuje startą skórką z cytryny. Po piętnastu minutach wyłączam gaz – kiedy zupa ostygnie, wszystko zmiksuję blenderem, doprawię gałką muszkatołową solą i pieprzem i znowu podgrzeję na koniec dodam śmietanę- tak powstanie pożywna zupa krem z jasnoty.

Co o niej wiemy? Jasnota wykorzystywana  jest w zielarstwie, zawiera witaminę C i kwas foliowy, podobno jeszcze wiele innych dobroczynnych substancji. Nie myślę jednak o tym, po prostu ją jadam… Jeśli jednak ktoś chce więcej informacji, to w internecie znalazłem coś takiego ZIELNIK.


Produced by Lampart - comments disabled.

Topinambur – cenny dar

Tapinambur

W dniu, w którym otrzymałem od podleśniczego Łukasza bulwy topinambura, nie przypuszczałem, że staną się one moim najcenniejszym warzywem. Dzisiaj sadzę je wokół domu już sam.
Topinambur, czyli słonecznik bulwiasty trafił do Europy wieki temu można też napisać, że wraz z pojawieniem się ziemniaka wieki temu zniknął. Bulwy ziemniaka potrafią być znacznie większe i mają szersze zastosowanie. Jednak topinambur ma kilka zalet, których nie da się przecenić.

  • po pierwsze jest za darmo, Topinambur na talerzu
  • po drugie nie jest genetycznie modyfikowany i nawożony,
  • po trzecie daje bardzo obfite plony,
  • Po czwarte nie wymaga żadnej pielęgnacji,
  • po piąte pięknie kwitnie,
  • po szóste świetnie smakuje również na surowo,
  • po siódme jest zdrowy.

IMG_0394Bulwy wielkością oraz wyglądem przypominają świeży niezmielony imbir. Aby mieć słonecznik bulwiasty pod ręką sadzi się go wokół domu z początkiem maja, zbiory wypadają jesienią. Bulwy przechowujemy podobnie jak ziemniaki ja dodatkowo trzymam w mchu darni przemieszanej delikatnie z ziemią Użytkowanie jest proste – ma zastąpić nam ziemniaka. Ja dodaję ponadto do wszystkich gulaszy i warzywno-mięsnych potraw duszonych. Doskonałe też wychodzą z niego frytki.

 


Produced by Lampart and tagged , , - comments disabled.

Próbne uruchomienie serwisu…

Dzisiaj próbnie uruchomione zostały strony przeniesionego bloga na nowy serwer. Nie ma jeszcze wiele treści czy zdjęć, jednak z dnia na dzień, w szybkim tempie, będzie ich przybywało. Oczywiście nie obędzie się bez błędów i poprawek, jednak będą to już tylko zabiegi kosmetyczne na żywym organizmie. Wyłączenia stron będą sporadyczne – przynajmniej mam takową nadzieję. Nie jest jeszcze „wyczyszczony” tekst Lamparciego Szeptu oraz nie będzie jeszcze kilka dni dostępny Robinson Crusoe XXI wieku jednak mimo to zapraszam do rozglądania się na stronach i życzę szybkiego opanowania nawigacji.

 


Produced by Lampart - 2 komentarze.

Własny szczypiorek…

Cebula

Od trzech tygodni walczę z cebulą. Jest już tego piętnaście wielkich donic. W zasadzie nie mam już gdzie sadzić, ale nie mogę się oprzeć tej głupiej skądinąd czynności, napędzanej chęcią posiadania nieograniczonej ilości cebulowych, zielonych, dętych liści. Sadzę więc jak najciaśniej, nawet nie przykrywam ziemią, patrzę, tylko aby korzenie miały styczność z glebą. Posiadanie własnego szczypiorku to oczywiście oszczędność, jeden pęczek w sklepie to zapewne 1,50 PLN zaś koszt z własnych sadzonek to jakieś 5 szczypiorek groszy, jednak nie to jest najważniejsze — najważniejszy jest jego smak, zapach, kolor i radość z oglądania szczypiorkowego lasu. Krojenie tak wyhodowanych ostrych w smaku liści, podobnie jak cebula potrafi wydusić z oczu łzy. W każdym razie jem szczypiorek do wszystkiego, dokładam całymi garściami do zup w stylu rosyjskim, do tatara, posypuję ziemniaki i oczywiście okraszam siarczyście wszelkie twarogi i pasty twarogowe.


Produced by Lampart - 5 komentarzy.

Tadzin…طاجين…

Stragan przy drodzeWiedziałem, że w Maroku muszę kupić tadzin. W rezultacie kupiłem dwa. Jeden duży w Marakeszu drugi na wschodzie w N’kob — mniejszy, ale za to z uchwytami i ze wspawaną stalową płytką na spodzie. Wszystko nabyłem za godziwe pieniądze, czyli jakieś 17 zł za sztukę, Do kompletu wziąłem też gliniany palnik za 2,50 PLN — przyda się, kiedy będę warzył strawę przed domem na świeżym powietrzu. Zaletą gotowania w tadzinie jest fakt, że wszystkie składniki wkładamy jednocześnie. Danie w całości dusi się na małym ogniu przez około trzy godziny, w związku z czym, nie musimy DSC_0071martwić się o to, że się przypali. Oczywiście nie ma dań z tadzina bez kminu rzymskiego. W Maroku przyprawa ta jest tania i powszechnie dostępna — sprzedawana na kilogramy — nie było więc niczym trudnym nabycie odpowiedniego zapasu na co najmniej dwa lata. Przemierzając wynajętym samochodem gorące przestrzenie Maroka, praktycznie każdego dnia spożywałem wraz z tubylcami ich narodową potrawę. Każda była inna, ale każda wykonana w tadzinie. Raz był to kurczak raz wołowina raz DSCN9851warzywny za każdym razem z innymi dodatkami. Oczywiście nie omieszkałem popróbować innych specjałów takich jak golonka wołowa czy tamtejsze szaszłyki. Codziennie jadłem też marokańskie sardynki ich dostępność a przede wszystkim smak biją na głowę te dostępne w kraju. Świeże smażone w wokach czy to na straganach na terenie Medyny, czy w małych wioskach podawane z oberżyną po złotówce za sztukę były zbyt ponętnymbaner2 kąskiem, aby mieć siłę mu się oprzeć. Dzisiaj pozostało mi jedynie wspomnienie i tadziny, w których gotuję z wielką przyjemnością. W zasadzie nie trzeba być znawcą kuchni aby stworzyć dobrego „tadzina”. Wystarczy mięso i ogrom warzyw dostępnych takich jak Tadzin plmarchewka, bakłażan, kabaczek, pietruszka, seler do tego oliwki, rodzynki czy nasze suszone śliwki – wszystko zakwaszają plasterki cytryny. Moja kompozycja znajduje się poniżej – przed wstawieniem na ogień.

SMACZNEGO 


Produced by Lampart - 5 komentarzy.